Szukaj

Parfums de Marly - Carlisle

Znowu Bób Tonka?


Mam jakieś dziwne szczęście do bobu tonka, ponieważ znowu napotykam go w recenzowanych zapachach. Carlisle to jeszcze raz wariacja na temat fasoli tonka, jednak musze przyznać, że wcale mnie to nie odstrasza. Ale od początku. Pytanie pierwsze - Jak to w ogóle pachnie?

Carlisle to bardzo ciepły zapach zbudowany wokół akordu bobu tonka, który jest dosłodzony jeszcze wanilią oraz osmantusem. I to właśnie połączenie trzech wybitnie słodkich nut stanowi mocny szkielet i fundament zapachu. Słodycz przedstawiona w tych perfumach nie jest absolutnie przytłaczająca lub przesadna. Dzięki osmantusowi, wąchając Carlisle mamy wrażenie ciepłej, aksamitnej, otulającej oraz bardzo miękkiej słodyczy. I w tym tkwi cała siła tej kompozycji. Słodkie nuty, tworzą bardzo przyjemny, orientalno-słodki akord, który nie jest agresywny i pokazuje, że słodkie kompozycje mogą proponować sporo subtelności i klasy. Potężna dawka pięknie przedstawionego bobu tonka, suchej wanilii i kwiatowego osmantusa to akord dominujący w tych perfumach. To jeszcze nie wszystko. Dzięki zastosowaniu nuty oppoponaxu, słodka kombinacja typowo słodkich nut przechodzi w tony żywiczno-balsamiczne. Subtelna słodycz przełamana nutami żywicznymi? Chyba nie może być lepiej?


Delikatna Paczula


A jednak może. Przejdźmy do wątków pobocznych. Do słodkiego akordu dołącza również moja ulubiona paczula, której w kompozycji jest może niewiele, jednak sprawia, że perfumy te wydają się być bardziej szorstkie. Co ciekawe, paczula nie pachnie tutaj bardzo piwnicznie czy ziemiście. Wydaje mi się, że przez niewielkie zastosowanie olejku paczulowego i połączeniu go z dominującym słodkim akordem, paczula pokazuje o dziwo swoje bardziej drzewne i szorstkie oblicze. Jeśli nie jesteście fanami paczulowego olejku, możecie spać spokojnie. Na szczęście, ominie was nieprzyjemność z wąchania akordów ziemisto-piwnicznych z jednego powodu – po prostu ich tu nie ma. Wszyscy Ci, którzy tęsknią za wykopkami ziemniaków i buraków u babci na wsi na pewno czują się rozczarowani. Czyli w sumie… chyba nikt.


Podsumowując – słodkie, balsamiczne, miękkie i żywiczne akordy spotykają się z niewielka ilością bardzo ładnej, delikatnej paczuli o charakterze lekko szorstkim i lekko drzewnym. Zapomniałbym. W nutach podana jest również moja ulubiona gałka muszkatołowa, która co prawda nie jest bardzo wyczuwalna, jeśli jednak mocno wąchamy się w nadgarstek, faktycznie poczujemy lekko przyprawową, słodka i suchą gałkę. Czy to wszystko?


Cytrusy i jabłko


Absolutnie nie. Tak jak wspomniałem, Carlisle to bardzo przyjemny i subtelny zapach orientalny, a więc powinien być przełamany również innymi nutami. Spod tony słodyczy wydostaje się również akord wyraźnie owocowy. To co naprawdę czuć w tej kompozycji, to nuta zielonego jabłka, która nadaje kompozycji zupełnie innego charakteru. Jak można było zepsuć tą kompozycję nutą znienawidzonego przez wszystkich zielonego jabłka? Ręka w górę, kto do dzisiaj nienawidzi zapachu i smaku jabłkowych gum balonowych? Nikt? W każdym razie muszę uspokoić. Nie znajdziecie tutaj akordu taniego i chemicznego jabłka a jedynie przyjemny i rześki niuans owocowy, który przełamuje słodką kompozycję na tyle udanie, że perfumy te nie są mdłe i jednowymiarowe. Bardzo apetyczny akord owocowego jabłka łączy się z tajemniczym składnikiem zwanym dawaną. I teraz pytanie. Co to w ogóle jest dawana i jak tak naprawdę pachnie? Dawana to olejek pozyskiwany z indyjskiego ziela Artemisia pallens, która pachnie podobno truskawkami lub morelami. W praktyce jednak wcale nie czuć konkretnych owoców, jednak wraz z akordem zielonego jabłka, dawana tworzy po prostu ciekawy i przyjemny akord owocowy. I to właściwie najważniejsze składniki, które wyczuwam w kompozycji.


Róża?


Teoretycznie, w zapachu znajduje się również akord różany, który ma występować nucie serca i bazy, jednak mój nos nie wyczuwa wcale nuty kwiatowej w tych perfumach. Jedyne co faktycznie da się wyczuć przy bardzo mocnym skupieniu, to lekko winny, cydrowy akord alkoholowy, który czasami pojawia się, czasami znika. Warto dodać, że w perfumach tych został również zastosowany akord szafranu, jednak on znika bardzo szybko i czujemy go praktycznie jedynie na początku trwania kompozycji.


Carlsile - jaki jest?


Pora na podsumowanie. Carlisle to zapach subtelnie orientalny, gdzie dominująca i subtelna słodycz bobu tonka, osmantusa oraz wanilii łączy się z delikatnym akordem paczuli oraz balsamicznym oppoponaxem. Orientalnego charakteru dodaje im lekki akord gałki muszkatołowej oraz prawie niewyczuwalnego szafranu. Kompozycja przełamana jest ładną kombinacja olejku dawana oraz zielonego jabłka, który przełamuje kompozycje dodając jej lekkiej rześkości i świeżości. Tak czy inaczej, Carlisle to zapachy głównie słodko-orientalne, w których akord owocowy schodzi na dalszy plan, ale jest mocno wyczuwalny.

Carlisle to perfumy, które zakładałem w październiku najczęściej. Perfumy te to idealna kompozycja na jesień, kiedy nie chcecie być przytłoczeni zbyt słodkimi lub ciężkimi zapachami. Potęga Carlisle jest właśnie aksamitna delikatność i subtelność. Piękno tej kompozycji doceniłem dopiero po testach globalnych i całodniowym noszeniu. Nosząc je cały dzień na sobie, czułem się niezwykle komfortowo i elegancko. Warto wspomnieć, że perfumy te mają bardzo dobre parametry i są niezwykle trwałe.


W skrócie – Carlisle czaruje swoim subtelnie orientalnym obliczem. Polecam testować czym prędzej!


0 wyświetlenia

PACHNIEĆ NIE BYLE JAK

  • White Facebook Icon
  • White Twitter Icon
  • White Pinterest Icon
  • White Instagram Icon